05.04.2015 Italia – paleta umbryjska - arch. Urszula Madeja-Kulecka

Wyprawa do Italii, w której tuż obok Toskanii pojawiło się Orvieto, wskazuje, że już dotykasz Umbrii. Bo Orvieto jest jednym z jej klejnotów. Pozostawiasz więc piękną Toskanię, z niezliczoną ilością miasteczek, winnic, niezwykłych krajobrazów i znajdujesz się w samym środku Italii.

Umbria – zdecydowanie mniejsza od Toskanii, leży otoczona takimi sławami jak wspomniana już Toskania z jej stolicą – Florencją, Sieną, Arezzo, Pizą, San Gimignano i wieloma pięknymi małymi miasteczkami, Lacjum ze stolicą regionu i państwa - Rzymem oraz nadmorskim regionem Marche ze stolicą w Ankonie.

Umbria bogactwem ustępuje prowincjom - sąsiadkom. Jej bogactwem – głównie przyroda – górzyste, zielone pejzaże z luźno rozsianą, ukrytą wśród nich, zabudową.

Ziemia kryje wiele starożytności, w tym liczne grobowce z czasów etruskich (okolice Chiusi), wiekowe detale wtórnie użyte gdzieś na uboczu utartych szlaków.

Ale też Umbria „błyszczy” kilkoma szlachetnymi „kamieniami” w ciepłych tonacjach - to na pewno Peruggia, Asyż i Orvieto, odwiedzane już wcześniej.

Mury miejskie stapiają się z podłożem, zacierają się granice tego, co jest opoką- stopami tych miast a tym, co dziełem rąk ludzkich.

Miasta – niczym gniazda – siedzą na wzgórzach lub przyklejają się do zboczy.

Do wiekowej Peruggii z parkingu poza miastem trzeba dojechać nowoczesną, „zawieszoną” nad terenem na estakadach, bezzałogową  kolejką wijącą się wśród jej współczesnych suburbiów,. Podobna przygoda czeka przybyłych do Orvieto, gdzie po stromym zboczu tufowego „tortu” górującego nad terenem pną  się wagoniki kolejki zębatej, aby dotrzeć do średniowiecznego serca miasta.

Peruggia schodząca zabudową po zboczach wzgórza

Asyż z drogą pnącą się na górę Subasio

„Uliczki są jak strumienie górskie, mają ostry nurt i odsłaniają nieprzewidziane perspektywy” (Zbigniew Herbert: „Barbarzyńca w ogrodzie”) 

Jak pisał Herbert  „miasta włoskie różnią się między sobą kolorem. Asyż jest różowy, jeśli to banalne słowo może oddać ton lekko czerwonego piaskowca; Rzym utrwala się w pamięci  jak terakota na zielonym tle, Orvieto natomiast jest brązowozłote.”

Zaułek w Orvieto

Na pytanie Herberta skierowane przyjaciela o Orvieto: „Co tam jest?” poeta usłyszał odpowiedź: „Wielki plac, na placu trawa i katedra. W katedrze „Sąd Ostateczny”.”

Czym jest katedra w Orvieto? Świątynią z fasadą, o której nie można zapomnieć,gdy zobaczy się ją choć raz, bo jak pisze Herbert: „Fasada była dla Włochów kolorową procesją nieco przesadną jak opera z chórami rzeźb, mozaik, pilastrów i wieżyczek, a Orvieto jest na pewno jednym z najbardziej uderzających przykładów malarskiej koncepcji architektury.”

 

Trudno nie przyznać racji poecie, że to swoista procesja, dla podkreślenia rangi której  wynosi się na zewnątrz świątyń to, co najpiękniejsze.

„Pytanie, kto jest autorem orvietańskiego Il Duomo jest tak samo beznadziejne, jak pytanie, kto jest budowniczym miasta…”.( Zbigniew Herbert)

Czy jednak tylko dla budynku zmierzamy do orvietańskiego Duomo? Wnętrze, odmienne od fasady, paralelne do jej pozostałych ścian pokrytych pasami ciemnego, i - na przemian - białego marmuru kryje kaplicę Della Madonna di San Brizio, a w niej freski Fra Angelico i Luca Signorellego – Sąd Ostateczny.

Zgadzam się z Herbertem, że „…trzeba wyrzucić z siebie to bluźnierstwo wobec autorów podręczników: freski w Orvieto robią znacznie większe wrażenie niż freski Mochała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej. Michał Anioł znał  i pozostawał pod niewątpli-wym wpływem malowideł w kaplicy San Brizio, ale wizja następcy dotknięta jest prze-kwitającym pięknem, a język zbyt giętki i swobodny oplata raczej przedmioty, niż je wyraża.” Jest jeszcze jeden bardzo ważny aspekt decydujący zapewne o takim spojrzeniu na to, co widzimy w tamtym miejscu i czego doświadczamy, a co jest absolutnym przeciwieństwem „spotkania i rozmową na ten sam temat” z Michałem Aniołem.

Wieczorem możemy być samotnymi odbiorcami dzieła Signorellego, czego nigdy nie doświadczymy w swoistym „vanity fair”, jakie serwują nam tłumy napierające na nas w watykańskich wnętrzach. Nawet upomnienia gospodarzy silenzio, silenzio, są kolejnym głosem wśród pozornej ciszy, jaką generują tłumy zapełniające watykańską Cappella Sistina. Gdy raz uda się samotnie siedzieć na posadzce w orvietańskiej kaplicy - a nie jest to trudne - i chłonąć treści opisane freskiem na jej ścianach, obrazy te pozostają w pamięci na zawsze.

A Asyż? „Cisza w Asyżu umarła, Nie ma jej. Nie ma jej w mieście, nie ma jej na podmiejskich szosach, nie ma jej na drodze do San Damiano i do Carceri, nie ma jej na Rocca Maggiore”. Podpisuję się obiema rękami pod w/w tekstem innego poety - Romana Braendstaettera ( „Krajobrazy włoskie”). W innej więc - niż orvietańska – podobnej do watykańskiej - atmosferze ogląda się freski Giotta, Cimabue’go, Simone Martiniego, czy Pietro Lorenziettiego. A szkoda. To prawdziwe arcydzieła.

Nie ma wątpliwości, że jesteśmy w rodzinnym mieście Św. Franciszka.

Prosto – „do św. Franciszka”, w górę – coraz bliżej szczytu Subasio

Peruggia i jej główne place

Fontanna Maggiore koło peruggiańskiego Duomo – dłuta braci Pisanich i Arnolfa di Cambio opatrzona jest dwuwierszem ( w tłum. Giudo Piovene; „Podróż po Wło-szech”): „ O, przechodniu, patrz na życie wesołego źródła, jeżeli uważnie mu się przyjrzysz, zobaczysz rzeczy zadziwiające”.

Z tą receptą na widzenie serca Umbrii - ale też świata - pozostaję i „wkładam ją”do swego plecaka. Przydaje się również na odległej Północy.

 

Olsztyn, początek maja 2015

Zdjęcia ze zbiorów własnych ( Umbria 2012) – Urszula Madeja-Kulecka